Zuckerberg und Buchberg im Waldenburger Bergland

Dawno dawno temu, w czasach, gdy lud sudecki nie posługiwał się „słowem”, lecz był „niemy”, stąd  niemiecką mową gwarzył, a dokładniej mówiąc gadał w gwarach śląskich języka niemieckiego, góry Klin i Bukowiec zwano Zuckerberg i Buchberg. Nie znajdowały się one w Górach Kamiennych, lecz w Waldenburger Bergland, dzielonych na północne i południowe. Do Zuckerbergu przylegała Dressler Lehne (Hala pod Klinem). Z Gorbersdorfu (Sokołowsko) koło Freudenschloss, śląski Niemiec mógł udać się na Hornschloss (Rogowiec) zatrzymując się, przynajmniej od 1933 roku, w Andreasbaude (Andrzejówka).

Przeminęły te czasy. Po drugiej wojnie światowej ustroniom, wsiom,  rzekom i górom nadano nowe miana.  Od 1951 r. Andrzejówka należy do Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego. Niemieccy mieszkańcy odeszli lub rozpłynęli się w ludności napływowej. Wydaje się, że Polak porzucił stare i zaczął nowe. Przynajmniej w dwóch przypadkach jednak tak się nie stało…

Po pierwsze, polski leśnik, a dokładniej mówiąc plantator leśny, kontynuuje dzieło niemieckich leśników. Zjawisko to nazywamy pinetyzacją (od pinus – sosna), czyli zastępowaniem rodzimych, odpowiednich siedliskowo drzewostanów drzewem iglastym, w górach świerkiem, a na nizinach sosną zwyczajną. Góry Suche są w dużej mierze „spinetyzowane”. Tam, gdzie winien rosnąć buk lub klon jawor nasadzano już w XIX wieku świerka, który jest drzewem górnoreglowym. Takie uprawy oczywiście utrzymają się tylko dzięki pielęgnacji człowieka. Przyroda daje sobie radę z takimi plantacjami na różne sposoby. Namnaża owady, przywołuje wichury lub śniegi. Kilkakrotnie w ostatnich latach silne wiatry łamały świerki. Trzaskały jak zapałki i waliły się jak kostki domina. Czapy śniegowe kruszyły strzały świerków. Na szczęście istnieje lekarstwo na pinetyzację, jest to proces odwracalny. Wystarczy dokonywać nasadzeń odpowiednich drzew, zmieniać strukturę drzewostanu lub po prostu dokonywać odnowień naturalnych, czyli samosiewu.

Po drugie, polscy łomiarze kontynuują pracę niemieckich łomiarzy. Kamieniołom na górze Bukowiec powstał przed drugą wojną o czym możemy się przekonać z poniższej pocztówki, która znajduje się na stronie Wratislaviae Amici  i pochodzi ze zbiorów prywatnych Jacka Kieka. Tam również inne, dawne obrazy z Reimswaldau (Rybnicy Leśnej).

Po wojnie, już Polacy wydobywali kamień, choć w niewielkiej ilości. Masowa produkcja rozpoczęła się w latach 90-tych, gdy na scenę dolnośląskiego przemysłu wydobywczego weszła korporacja, która od ponad 120 lat szkodzi Ziemi – Basalt Actien Gesellschaft (BAG). Niemiecka korporacja przejęła KSS Bartnicę, a wydobycie sięgnęło ponad miliona ton rocznie. Bukowiec pożerany za przyzwoleniem władz gminy Mieroszów wygląda obecnie jak borowany ząb z tą różnicą, że jest zdrowy. W 2009 r. radni pozwolili BAG-owi na eksploatację kolejnych hektarów, a w 2011 BAG wniósł o wydłużenie koncesji na wydobycie, która wygasa w 2015 r.. Na szczęście i na ten przypadek mamy lekarstwo: natychmiastowe przerwanie wydobycia i niedopuszczenie do dalszej eksploatacji dzięki wspólnym wysiłkom mieszkańców i władz gminy.

Zastanawia mnie niemiecka nazwa Klina. O ile w nazwie polskiej i niemieckiej Bukowca odbija się skład gatunkowy drzewostanu przed pinetyzacją, o tyle Zuckerberg jest bardziej tajemnicze. Czy ma związek z cukrem ? Klin byłby więc Cukrową Górą. Niemieckie „Zucker” i polskie „cukier” pochodzi od włoskiego zucchero, a ono z kolei od łacińskiego saccharum i greckiego sakkharon. Ostatecznie jednak wszystkie jakoś odnoszą się do sanskryckiego  śarkarā: otoczaki,  żwir, a także ziarna cukru, cukier, tyle, że wówczas cukier trzcinowy lub cukier z owoców. Istnieją wzgórze i góra Zuckerberg w Niemczech.

A może od nazwiska ? Ród Zuckerbergów wywodzi swój rodowód z Austrii, ale także twierdzi się, że jest to żydowskie (aszkenazyjskie) nazwisko niemieckiego pochodzenia.  Najbardziej znanym obecnie Zuckerbergiem jest Mark Elliot Zuckerberg, jeden z twórców Facebooka i dyrektor generalny tego serwisu.

Jakie jest pochodzenie ? Nie wiem.  Góra Klin pozostanie więc dla mnie Cukrzaną Górą o kształcie klińca. I zapewne nie obchodzi ją to jak ja to widzę. Góry nie przejmują się nazywaniem. Nie istnieją dla mnie, ani dla ciebie. Nie są polskie ani niemieckie. Podobnie zatem szkodnik góry, niezależnie od swojej narodowości i przynależności, niemiecki, czy polski, pozostanie szkodnikiem. Radzić nam trzeba jak pozbyć się szkodnika.

Dziękujemy za zdjęcia paralotnicze Bukowca  i Klina Marcinowi Gorayskiemu i Zbigniewowi Dece.

zdj. Marcin Gorayski

zdj. Marcin Gorayski

zdj. Marcin Gorayski

zdj. Zbigniew Deka

Reklamy

Informacje o gorysuche

miłośnik gór suchych
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogółem, Społeczeństwo i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s